Wpis niniejszy nie jest z serii poradnikowej, przedstawia mianowicie historię osobistą o tym jaki złudny bywa minimalizm. Dla urozmaicenia okrasiłam go zdjęciami przedstawiającymi jesienny Berlin Zachodni, dokładniej ujmując Kurfürstendamm i jej okolicę. Jeżeli nie macie ochoty czytać moich wynurzeń o tym jak to się nie zgadzam w pewnej kwestii z NAJMODNIEJSZYM TRENDEM XXI WIEKU, to żywię głęboką nadzieję, że chociaż fotografie będą wartością samą w sobie. Resztę zapraszam do przeczytania mojego spojrzenia na ciemną stronę minimalizmu.

berlin zachodni i jego architektura

Wiecie jak to jest z tymi zakupami na jesień. Kupi sobie człowiek nowy płaszczyk, kocha go i trzyma w szafie w oczekiwaniu na te złote dni. Najpiękniejszy taki, nowy zakup gotowy do założenia jak po lecie przyjdą chłodniejsze tygodnie. Tylko, co roku, serio, co roku pogoda daje mi w twarz. Trzęsę się jak to piszę, bo niestety tutaj wkrada się moja osobista historia. Tak się składa, że jednego dnia biegamy w krótkich portach, spoceni jak Pudzian po walce a na drugi dzień zaczyna się epoka lodowcowa. Znacie taki mem o tym jak się odczuwa 15 stopni tego tam, Celsjusza? Dwa obrazki – na pierwszym piętnaście stopni wiosną i wszyscy w bluzkach na ramiączkach, na drugim piętnaście stopni jesienią i wszyscy w kożuchach. Hehehe… Śmieszne? Wcale nie, bo to prawda!

architektura berlina zachodniego piękne kamienice

berlin zachodni architektura restauracje

Wspomniana wyżej ma osobista historia jest smutna. Kupiłam sobie latem jesienny płaszcz, a we wrześniu przyszła zima i musiałam w wskoczyć w grubszą kurtkę. Ja się pytam no, czemu mi to robisz pogodo wstrętna. Taki ładny, modny, SZARY płaszczyk. Jeszcze się trzymam tego minimalizmu, jako tako i sobie myślę, co ja z tą sytuacją mam począć. No przecież to nie sweter pod puchówkę nie ubiorę. Założony na kurtkę z nibyskóry wyglądał jak przez okno. Gdy już przyjdzie wiosna to się na strój kąpielowy przerzucę w końcu a nie na okrycia wierzchnie. Oddać trzeba, w książce czytałam kiedyś, że jak się nie używa to się pozbywa.

Mózg mi ten Internet wyprał całkiem, żeby jedna zbędna rzecz w szafie doprowadzała mnie na skraj załamania psychicznego. Miałam już Mroczki przed oczami i Kasię Cichopek i mówię sobie, Olka no to idź oddaj do sklepu, co się pieścisz. Co się pieścisz, dobre sobie. Wycieczka do szafy, o kurde mam już dwa płaszcze na jesień i dwie kurtki. Minimalistka od siedmiu boleści. Jak do tego doszło? Dałam płaszcz mojemu T. i mówię „weź oddaj do sklepu jak z pracy będziesz wracać”. Przecież sama tego bym nie dała rady zrobić. Oczyma wyobraźni widzę bitwę z ekspedientką. Ona chce go odebrać a ja szarpię siatkę, przybiega ochrona, ja toczę pianę z ust, ekspedientka wbija mi w rękę długopis i takie tam. Na dodatek krzyczy po niemiecku (historia ma miejsce w Berlinie), więc to już w ogóle jakby sam szatan do mnie krzyczał. Niech lepiej T. zaniesie ten pakunek do sklepu.

Ubrałam po raz ostatni mój niewątpliwy krzyk mody, odchudzający o kilogramów 10, płaszcz. Kilkanaście razy się przeglądałam w lustrze i szukałam wad, że źle jednak leży, że nitki gdzieś wychodzą, że kurde do włosów może mi tak nie do końca pasuje. I jednak pogrubia. Słowo się rzekło płaszcz u drzwi w torbie leżał. Rankiem mój kochany T. wymknął się do roboty z torbą pod ręką i mnie nawet nie obudził. Wiedział, że bym wstała i zastanawiała się dalej, że może to jest taki uniwersalny krój, że do końca życia go będę nosić i prawnuczce przekażę, a ona swojej i tak dalej. Oddał go. Teoretycznie na tym historia powinna się zakończyć. No, ale niestety nie.

jesienny berlin architektura hotel astrid

jesienny berlin architektura ulica

Nadeszły wstrętne tygodnie, deszcze, burze, gradobicie. W końcu i bliski krewny huraganu Irma przypałętał się do Europy pod nazwą orkanu Ksawery. Drzewa powalone, nawet film nagrałam jak u nas na osiedlu brzoza, czy inny dąb w oczach łysieje. Sąsiadce gałąź w okno uderzyła i takie tam. Miasto sparaliżowało na 3 dni, nic prawie nie jeździło. Motorniczy w metrze na stacji gdzieś po środku drogi powiedział przez głośnik, że dalej już nie pojedzie. Należy się przesiąść tylko nie ma, na co, bo nic nie kursuje i są korki. Poleca rower lub pójść na piechotę. Taki żartowniś. Tylko najgorsze, że nie żartował. Na szczęście ta stacja była niedaleko domu, więc mój T. sobie spokojnie wrócił. Ogólnie było brzydko i zimno. Zachodziłam w głowę gdzie ta piękna, złota, polska jesień tyle, że w Berlinie. Umówmy się daleko nie ma stąd do granicy.

W duchu cieszyłam się, że oddałam ten szary płaszcz, bo nie miałabym go, kiedy założyć. Czapkę nosiłam i zimówkę a nie jakieś przejściowe wynalazki. Gdzie te pory roku, w szafie wiszą i marnieją nibyskóry i trencze. Aż tu nagle deszcz przestał padać, chmury zniknęły i wyszło słońce i ze trzy tygodnie była ładna pogoda. Znaczy dalej jest ciepło. Idealnie na ten płaszcz właśnie. A niech cię szlag pogodo, wredoto jedna. Myślę sobie, to mnie blogi o minimalizmie tak załatwiły. Z własnej woli nie oddałabym tego płaszcza. „Kupuj tylko to, co Ci niezbędne”. „Kapsułowa garderoba”. „Mniej znaczy więcej”. No ciekawe, z której strony. Taka byłam podkurzona słabością swojego umysłu, że hej. W końcu stwierdziłam, pójdę kupię znowu. No a co, nie można? Poszłam, więc do tego sklepu, znaczy byłam z koleżanką, bo nie mówiłam nikomu o takich swoich niecnych zamiarach. Ja całą rodzinę przekonuję do minimalizmu. Wykłady prowadzę telefoniczne na życzenie bez życzenia. Straciłabym wiarygodność gdybym się do takiego postępowania przyznała. Co innego z blogiem tego nikt nie czyta z mojej rodziny, tylko udają, więc jestem kryta. (Mamo jak to czytasz to napisz mi esemesa „ty niewdzięcznico, czytam wszystko”).

Wracając do tematu, to byłam już w sklepie, znalazłam wieszak gdzie były płaszcze i co? Nie ma rozmiaru. Nie ma i nie będzie. Wściekłam się drugi raz w tym roku na ten płaszcz i na siebie. O ty cieniasko, tak sobie pomyślałam ładnie, dałaś się omamić. Mogłaś mieć ten szary szlafrok na dwór, ale cię opętało. Naczytałaś się w Internecie prawd objawionych i teraz masz. Znaczy właśnie nie masz, a mogłabyś mieć i ładnie wyglądać. Na pocieszenie kupiłam sobie bluzkę w paski, koleżanka taką samą sobie wzięła. Wiecie, uśmiech na twarz przecież nie poszłam tam szukać płaszcza. I tak się skończyła ta historia.

jesienny berlin architektura kurfurstendamm

jesienny berlin zachodni architektura

Ku przestrodze: minimalizm jest dobry, tylko należy myśleć samodzielnie. Jeden płaszcz więcej nie spowoduje, że umrzesz przez przygniecenie rzeczami. Umiar jest istotny, ale od czasu do czasu, a już na pewno raz na rok można zaszaleć. Śmiesznie jest, kiedy sobie pomyślę, że te trendi filmiki „YT made me buy it” niedługo ustąpią innym produkcjom…O odwrotnych tytułach. Ciekawi mnie czy absurd tego do was dociera. Mieliście kiedyś podobną sytuację, że pod wpływem ogólnie przyjętych reguł zrezygnowaliście z czegoś i potem żałowaliście? A może ktoś w szale sprzątania z Marie Kondo, czy jak jej tam, wyrzucił papiery wartościowe? Dawajcie, z chęcią się dowiem, że nie tylko ja dałam się omamić. Mam nadzieję, że mój wywód was nie zanudził, a jeżeli trochę tak, to zrekompensowały to zdjęcia jesiennego Berlina. Prawda, że pięknie tu?